Otwarłam bramę, weszłam do środka i z powrotem ją zamknęłam, by żaden koń nie nawiał. Od razu poczułam te cudowną atmosferę panującą w mojej stadninie, wszyscy mili, wszyscy uprzejmi.
-Cześć Mika-zawołała moja koleżanka Julia.
-Hej, co u ciebie?
-Jakoś leci, idę na pastwisko po Liczi, a u ciebie?
-Też dobrze, ja idę po Jaśminę. Nadia uczy się do poprawy z matmy....
-Uuuu... Ta to ma pecha.
-No, ej czekaj za mną wezmę uwiąz i pójdę z tobą.
-Ok- uśmiechnęła się.
Podeszłam do płotka i odwiązałam czarno-błękitny sznur, delikatny w dotyku.
-Idziemy?- spytałam.
-Yhm, na co czekasz.
Po drodze gadałyśmy, o tym co było w szkole, o Nadii, o kierowniku, instruktorkach, aż doszłyśmy do pastwisk z końmi. Od razu dojrzałam pasącą się Jaśminę i truchtającą Liczi.
-Złapiesz Liczi? Ja popilnuję bramki.
-Spoko- uśmiechnęłam się i przeszłam przez płot. Na zielony uwiąz złapałam Liczi, o dziwo od razu się dała, ciągnąc ją za sobą złapałam Jaśminę. Niech to nie dawała się złapać znów ma zły dzień.....
-Dobra możesz otwierać-zawołałam do Julki.
-Spoczko- odpowiedziała otwierając bramę. Wyszłam, zamknęłyśmy ją i pokierowałyśmy się z końmi przed stajnię.
_________________________________________________________________________________
Kiedy doszłyśmy przywiązałyśmy konie do metalowych kółek, doczepionych do płotu. Pogłaskałam Jaśminkę i poszłam po jej: skrzynkę, siodło, czaprak, podkładkę żelową oraz ogłowię i toczek dla siebie.
Wszystko ułożyłam nieco dalej od Jaśminy, by bardziej nie pogryzła siodła( Nadia cały czas o tym zapomina i ma dość mocno zniszczone siodło). Otwarłam skrzynkę i rozczesałam wszystkie zaklejki szczotką plastikową, po czym wyczesałam ją włosianą. Wyczyściłam kopyta, dałam jej wody i wreszcie osiodłałam i założyłam jej ogłowie. Gotowa spojrzałam na Julkę, nie radziła sobie.
-Przestań mnie gryźć podła szkapo!- po tych słowach dostała z liścia z ogona- A więc tak chcesz grać? Ok! Dawaj kopyto!!
-Julka wyluzuj!- podeszłam szybko do niej i zabrałam jej palcat, szykowała się by ją pacnąć.- Delikatnie przejedź ręką po jej nogach to Ci da.
-Wiem, przepraszam Cie i ciebie Liczi, ale mam tyle nerwów ostatnio, rodzice mi się pokłócili, koleżanka mnie obgaduje i Liczi...czasem świruje..
-Nie martw się, daj Jaśminie jeszcze wody, a ja wyczyszczę kopyta Liczi.
Zrobiła jak kazałam, poszła po wiaderko, a ja zajęłam się jej klaczą.
-Spokojnie Liczi, nie szalej. Wyczyszczę Ci tylko kopyta i osiodłam. Wyczesana już jesteś. No dalej śliczna.
Udało się, pozwoliła podnieść sobie każde kopyto i dokładnie wyczyścić, potem tylko ją osiodłałam i założyłam ogłowię.
-Dzięki- uśmiechnęła się Julia-Masz Liczuś wodę.
Kiedy obie klacze się napiły, poszłyśmy za łąki na przejażdżkę.
-Zazdroszczę Ci Mika.
-Czego? -spytałam zaskoczona.
-Masz rękę do koni, świetną przyjaciółkę, zgodnych rodziców, własny pokój chłopaka...
-Jej...Ale chłopaka? Kogo niby?-spytałam, teraz to ona była zaskoczona.
-No Kamila, przecież często się obejmujecie i w ogóle...
-Może i tak, ale to nie jest mój chłopak. I nie przejmuj się Anką, skoro Cię obgaduje po prostu ci czegoś zazdrości, masz jeszcze inne koleżanki, chłopakami też się nie przejmuj w końcu pojawi sie wart uczuć, a konie... ja ucze się jazdy od 8 roku życia, ty tylko 3 lata, spędzaj dużo czasu z Liczi, obserwuj jej zachowanie, czytaj poradniki. To Cie zbliży psychicznie do nich.
-Dzięki-powiedziała wesoła- Fajnie mieć kogoś komu można wszystko powiedzieć...
Rozmawiając tak przejechałyśmy całą leśną dróżkę i trzeba było z kręcić na rozwidleniu w prawo by wrócić do stadniny, a nie dojechać do chlewni państwa Korypczyńskich. W drodze powrotnej zadzwonił mój telefon. Oczywiście go odebrałam:
-Halo?
-H..Halo, jesteś?
-Ja mówię halo- powiedziałam- Kto tam?
-Aha, sorry masz inny głos w telefonie.
-Kto dzwoni?!
-A sorry, Marcin.
-Co chciałeś- zapytałam już łagodniej.
-Czy impreza nadal aktualna?
-No tak
-Ok to spoko, a masz basen coś?
-Basen, taras, i spory ogródek.
-Ok, to zaje*iście do 20.
-No , część....
Rozłączyłam się.
-Kto to był?
-Kolega z klasy
-Aha.
Dojechałyśmy do stadniny i trzeba było zsiąść z koni i podprowadzić je do płotka. przywiązałyśmy konie, rozsiodłałyśmy je i dałyśmy wody.
-Widzę, że trochę czasu razem dobrze na was wpływa -powiedziałam, gdy zobaczyłam jak Julia przytula Liczi.
-Miałaś rację, dzięki
-Proszę.
Spojrzałam na wyświetlacz telefonu 15:55.
-Wiesz co, ja musze szybko odprowadzić Jaśminę i odnieśc jej rzeczy, bo o 16:05 mam autobus.
-Odprowadź ją i leć, ja moge odnieśc jej rzeczy ja swoje będę odnosić.
-Dzięki!-zawołałam i szybko chwyciłam uwiąz Jaśminki.
Po drodze postanowiłam z nią pogadać, jak kolwiek to brzmi.
-Świetnie się dziś bawiłam Jaśmino.
Nie odpowiedziała, kto by się tego spodziewał.
-Jesteś dobrym koniem, w sobotę i niedzielę będę Cię rozpieszczać.
Kochana się do mnie przytuliła łbem. odpiełam uwiąz od kantaru dopiero na pastwisku i szybko pobiegłam po swoje rzeczy i na autobus.
_________________________________________________________________________________
Otwarłam drzwi do mieszkania i usłyszałam głos Mamy:
-No pośpiesz się
-Spokojnie, jeszcze Mamy kupę czasu-odpowiedział Tata.
-A kto kupi wino i jeszcze jakiś drobiazg? Przecież Luiza i Adam (kuzynka Mamy i je narzeczony) połączyli swoje wieczory przed ślubne w jeden wytworny.
-Eh..to weź mój portfel i chodź...część Marika-powiedział Tata dopiero mnie zauważając- Chcesz jechać z nami wybrać prezenty?
-Nie za bardzo jestem zmęczony i chce się położyć.
-No dobrze- powiedziała Mama.
-Ale jako w moim imieniu kupcie kartkę w ciemniejszych kolorach i błyszczącą, oraz jakieś wytworne wino.
-Wino to nie, ale kartka może być-powiedział Tata.
Po czym założyli buty i wyszli. Jeżeli ktoś ciekawy Mama ma na sobie czarną spódnicę do kolan i granatową, 3/4 koszulę, a Tata zieloną koszulę i ciemne jeansy. Jak mówiłam wcześniej idę spać. Poszłam na górę, weszłam do swojego pokoju i położyłam się na łóżku, spojrzałam na budzik 16:47 i zasnęłam.
Obudził mnie dzwonek do drzwi, na zegarze widniała 19:59...Już impreza! Zerwałam się z łóżka, zrzuciłam z siebie ciuchy, założyłam czarne bikini: prostokątny stanik ze sznurkiem na szyję i marszczeniami z przodu zapinany na plecach, zwykłe majtki i krótkie fioletowe spodenki kąpielowe, zwinęłam włosy w kitkę i pobiegłam na dół otworzyć drzwi gościom. Później powiem Mamie..... Otwarłam drzwi stała tam Nadia w podobnej górze od bikini tylko bez marszczeń i wiązane na szyi, a w ogóle to był neonowy róż i czarne spodenki.
-Hej-uściskała mnie.
-Siema
-Są już chłopaki?
-Nie, tak właściwie to musze powiedzieć Mamie o tej imprezie...
-To leć!
-Ok-odpowiedziałam i chwyciłam telefon, wybrałam numer i czekałam:
-Halo?
-Mamuś to ja, Mika.
-No wiem Mariczka, co się stało?
-Moge zaprosić Nadię i 3 kolegów?
-Oczywiście.
-Ok to pa
-Papa.
Rozłączyłam się.
-I co?
-Spoko, zgodziła się.
Kolejny dzwonek, Nadia otwarła drzwi, stali tam chłopaki, oczywiście jeszcze 2 sześciopaki piwa, jakieś chińskie żarełko, chipsy i nie wiem co jeszcze tam mają.
-Możemy wejść?- spytał Kamil.
-No przecież- odpowiedziałam
Kamil miał szarą koszulkę i czerwone portki kąpielowe, Marcin tylko zielone portki kąpielowe, a Tomek czarną bluzę i szare kąpielowe.
Przeszliśmy wszyscy na taras i położyliśmy tam jedzenie i picie. Włączyliśmy muzykę i przeszliśmy do baseny.
-No laski ten 7 września zapamiętacie na długo- powiedział Tomek siadając w basenie między mną, a Nadią z 2 puszkami piwa- Bierzecie na współę? Nie żebym wam żałował...
-No tam, spoko-powiedziała Nadia.
Wziełam puszkę do ust i wziełam łyka, od razu wyplułam za siebie.
-Coś nie tak?- spytała Nadia, po czym też wzięła łyk, jej reakcja była taka sama.
-Nie, taki fajny klimat, ciepło, ciemno , lampki nam tu świecą, basen, a wy piwem plujecie- marudził Marcin.
-Może dlatego, że Tomaszek dał im "Mocne", zamiast owocowego?- powiedział Kamil.
-Właśnie Tomaszek- odpowiedziałyśmy równocześnie.
Po chwili dostałam od Kamila jabłkowe, a Nadia cytrynowe.
-Nawet niezłe- powiedziała Nadia.
-Ja się nie znam pierwszy raz piję, a tak poza tym miało nie być alkoholu- powiedziałam.
-Kamil ucisz swoją dziewczynę- powiedział Marcin- Jak można robić imprezkę bez alko?!
O dziwo zasmakowało mi i wypiłam cała puszkę, no ok 2....póki co 2, Nadia zreszta tak samo. Poczułam się zrelaksowana, nie wstydziłam się już, tego że chłopaki zaglądali nam w cycki, ani tego, że sąsiedzi mogą coś widzieć, po prostu...cieszyłam się chwilą! Jak wyszliśmy z baseny zaczeliśmy jeść chińszczyznę, chłopaki popijali ją piwem, my colą. Najedzeno postanowiłyśmy potańczyć pod głosiłam radio, leciał fajny dyskotekowy kawałek, taki mocniejszy.
-Choć potańczyć- powiedziała Nadia do Tomaszka robiąc słodkie oczka.
-Za chwilę ok?- odpowiedział.
Na ogół nie pijemy nie mamy więc mocnych głów i 2 piwa starczyły byśmy sie podpiły. Nadia do mnie podeszła, zrobiłam jeszcze głośniej, nie chcieli tańczyć? to niech teraz patrzą!
Położyłyśmy sobie ręce nawzajem na taliach i zaczełyśmy kręcić dupami, ramionami i potrząsać włosami i nie tylko.
-Zobacz na Kamila, ale zazdrosny!- szepnęła do mnie Nadia.
-A ty spójrz na Tomka, zaraz mu ślinka kapnie!
-Zróbmy tak by się tak stało.
-Spoko!
Postanowiłyśmy zatańczyć jak lezbijki położyłyśmy se ręce na dupach i zaczełyśmy bardziej machać bioderkami, w tedy podszedł do nas Tomek.
-No nie, ale tak sie nie bawimy, co ze mną?- też zaczął z nami tańczyć a my wyciągnełyśmy ręce do góry i wężowe ruchy, co byłyśmy pijane nie czułyśmy czy się błaźnimy czy nie... W końcu tańczyliśmy wszyscy w kółku przez pół godziny w końcu tańczyły tylko zakochańce, a Marcin i Kamil z rozbiegu skakali do basenu. Wypiłam chyba jeszcze jedno piwo, Nadia ze dwa. W końcu zniknęła mi z oczu, ale się nie przejmowałam chłopaki siedzieli ze mną w basenie, nie zrobi nic głupiego, gorzej jak ja....
-Mika?- zapytał Marcin.
-Co
-Jesteś dziewicą?
-Co to za pytanie? To chyba oczywiste, że tak.
-Cicho stary- powiedział Kamil- ona się pewnie nawet nigdy nie całowała.
-Co ty powiesz? -powiedziałam
Zaczeli się śmiać, a ja zrobiłam coś czego nigdy nie odważyła bym się zrobić. Usiadłam na kolanach Kamila, objełam go rękami i pocałowałam tak namiętnie jak tylko nauczyły mnie tego seriale, pocałunek trwał jakieś 2 minuty. W końcu odkleiłam się od niego i wróciłam na swoje miejsce. Zapadła cisza, najwyraźniej pocałunek był dobry. Później jedyne co pamiętam, to to, że Nadia wróciła, tańczyliśmy, jedliśmy, po czym poszliśmy odpocząć na kanapie, a chłopaki mieli pójść do domu....ale jakby, urwał mi się film i zasnęłam. Chyba równo z Nadią.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz