piątek, 13 września 2013

IV rozdział

Zaczęłam zmywać naczynia, a resztki jedzenia odłożyłam na talerz. Po 5 minutach skończyłam i na palcach pobiegłam na górę, nie skapłam się, że rodzice sa już w domu. Wziełam czarną marszczoną torbę na ramię i wsadziłam do niej oficerki oraz bluzę. Pobiegłam z powrotem na dół i wzięłam 2 marchewki. akurat szłam po swoje vansy, gdy mama zeszła w swojej szarej piżamie.
-Cześć Mariczka- powiedziałam biorąc czajnik- Gdzieś wychodzisz?
-Hej i tak- odpowiedziałam- Posprzątałam już.
-A co to był wczoraj za nocleg?
-No bo..nie sądziłam, że tak świetnie będziemy się bawić i o 12 skapliśmy się która jest i stwierdziłam, że co tak późno będą wracać...Powiedzieli swoim rodzicom, że w razie czego zostaną i....nie wiedziałam, że zasnęłam na Kamilu.....
-Dobrze, tylko..widziałam też zdjęcia- powiedziała z delikatnym uśmiechem- ładne. Ten brunet, Kamil to twój chłopak?
-Nie
-To dlaczego się całowaliście?
-Sama nie wiem- odpowiedziałam zmieszana- Mówili, że nie umiem się całować, i po za tym on mi sie troszeczke podoba, więc....
-Wiesz, córuś nie jestes dzieckiem- powiedziała mama- I masz juz dośc kobiece kształty i rozum jednakże chce poruszyć temat antykopcepcji..
-Mamo ja się śpieszę na autobus!!
-Dobrze, dobrze porozmawiamy później.
Założyłam buty i pobiegłam na przystanek
_________________________________________________________________________________

Zsapana spojrzałam na wyświetlacz komórki 5 po wpół do, spóźniłam się 5 minut.... usiadłam. Odpocznę trochę i wrócę po rower.Zamknęłam oczy i usłyszałam autobus, mój autobus. Obo mnie siedziała jakaś staruszka.
-Ten autobus przypadkiem już dawno nie odjechał? -spytałam.
-Nie, miał opóźnienie- powiedziała kobieta i weszła do niego, ja zaraz za nią, po czym zajełam sobie miejsce.Po 15 minutach byłam na miejscu, weszłam przez brame i domknęłam ją. Od razu poszłam po Jaśminę idąc po uwiąz zauważyłam Karolinę, Asię i Lucynę, stały przy drągu więc słyszałam o czym mówią.
-Do stadniny ma przyjechać nowy koń, angloarab liczę, że uprzedzicie resztę by uważali na niego- powiedziałam Lucyna (instruktorka)- to dziki koń był dręczony przez właścicieli dopóki nie wygramy go w sądzie będzie tu przebywał.
-To już mam załatwionego własnego konia- powiedziała pysznie Karolina(pusta dziewucha, nie radzi sobie z końmi, zawistna, pilnowała konia Asi przez tydzień tak se nie radziła, że Asia jej naj wybiera innych pod swoja nieobecnośc do Tancerza)- Każdy wie, że ma rękę do koni, ogarne go i wykupię.
-To miłe, jednakże wolę by zrobiła to Marika-powiedziała Luc spoglądając na mnie- Dobrze sobie radzi potrzebujemy takich przy tym koniu.
-Marika przygotujesz boks dla nowego konia? Przyjedzie tu jutro z samego rana.- zawołała Luc.
-Chętnie, ale po przejażdżce z Jaśminą.
Zmieniłam buty i machając uwiązem przeszłam obok nich by dojśc na pastwisko.
Ja mam zajmować się narwanym niebezpiecznym koniem? Nie dam sobie rady! Prędzej mnie poturbuję! Rozmyślając tak dotarłam do Jaśminy wzięłam ją pod stajnię.
_________________________________________________________________________________

Uwiązałam ja tam gdzie zawszę i poszłam po sprzęt. Wróciłam, wyczyściłam ją, osiodłałam, założyłam jej ogłowie, a sobie toczek, po czym ruszyłam na przejażdżkę. Gdy dotarłam do lasu zaczęłam gadać do Jaśminy.
-Słyszałam piękna? Bedziesz miała nowego kolegę i to tuż obok, tylko boks obok ciebie jest pusty.
Jaśmina zarżała wesołym tonem.
-Też się cieszę, tylko martwi mnie to, że to ja będe sie nim opiekować pod warunkiem, że jest w miarę potulny..Boje się, że zrobi mi krzywdę lub zemsty Karo... Zresztą nie raz opiekowałam się zestresowanymi końmi co nie? Dam radę! IJA!- krzyknęłam i ruszyłam galopem dłuższą ścieżką. Po godzinnej przejażdzce skręciłam w drogę powrotną jadąc co jakiś czas kłusem to cwałem
_________________________________________________________________________________

Na miejscu rozsiodłałam ją, dałam jej pić i wyczyściłam. Założyłam kantar i odprowadziłam na pastwisko, by zając się w końcu boksem nowego ogiera. Wzięłam taczkę i wrzuciłam do niej belę słomy. Ruszyłam do pustego boksu. Porządnie zamiotłam podłogę, umyłam szybę, przejechałam miotłą po ścianach i suficie, po czym zaczęłam rozsypywać siano i Nasypałam paszy do tego...na jedzienie, zapomniałam nazwy. Naprzeciwko jest Mała, jakby miseczka, taka jak na wode święconą w kościele, a nad nią przycisk. Gdy koń chce sie napić jego nos oto naciska i leci woda, przycisnęłam to palcem, by sprawdzić czy działam. Uf, leci czysta woda. Na koniec odniosłam cały sprzęt do szopy. 15:02 lepiej juz wracam na obiad, mam jeszcze trochę nauki....Pobiegłam po swoją torbę, wzięłam ją i poleciałam przed stajnię zmienić buty, akurat, gdy zakładam vansa usłyszałam Karolinę i Aśkę.
-Ta debilka myśli, sobie, że co? Lepsza? Ładniejsza? Pfff! Tak wogóle to jest żałosną szczyną! Nawet fajki nie umie zapalić- wyzywała mnie Karolina, a ja po cichutku zdejmowałam 2 oficerkę.
-Luz, Karo. Nie jest warta tego byś niszczyła boks temu biedaczkowi, wiesz ile ten koń przeszedł...
-Yh...- prychła Karolina- Myślisz, że chcę zrobić mu krzywdę? Żal!Nigdy nie zdobyłabym się na krzywdę na koniu. Po prostu- mówiła dalej, a ja wiązałam już buty i dalej podsłuchiwałam- zrobimy tu bałagan, jutro rano pan Maciej będzie sprawdzał boks nim wpuści tu konia i co zasta? Chlew!
-Sorry, ale tu jest czysto
-Oh, naprawde jesteś taka nie kumata? Dawaj wiadro z błotem i gnojem, przy okazji podaj 2 łopatki. Rozrzucimy tu tego trochę- mówiła i słuchał było, jak rzucają tym w ściany i słome- Jakim trzeba być roztrzepanym, by wziąśc belę na którą koń nasrał! Dawaj śrubokręt i i reklamówkę!
-I jażkrze nieodpowiedzialnym, by zostawić brudne szyby, dla konia to bardzo niezdrowe!- dokończyła Aśka rzucając popiołem w szyby- i ostawiając zepsuty kranik!
Słyszałam skrzypenie śrubek i dźganie metalu.
-Ach...ostre narzędzie w sianie? Ktoś kto tak się zachowuje, nie może mieć dzikiego konia, nie może mieć żadnego!
Szybko przerzuciłam sobie torbę, przez ramię i schowałam się za żywopłotem.
-Do autobusu mamy jeszcze 20 min, zdążymy na fajkę- powiedziała Karolina- Masz jakieś?
-Nie myślałam że ty masz, nie ważne kupimy mam 10 złotych.
Od razu jak wyszły wbiegłam do stajni. Nic z tego S*ki, nie dam się. pobiegłam po taczkę i nową belę siana, stare siano wywaliłam rozsiałam nowe, dokręciłam z powrotem miseczkę o docisnęłam odstający przycisk, umyłam ściany, wyszczotkowałam szybę i drzwi do boksu. Pędem odniosłam sprzęt o poleciałam na przystanek. 2 ladacznice
Karolina: Tak krótkie granatowe szorty, że pośladki wypływały, czerwona bokserka, obcisła jeansowa kamizelka i czerwone koturny. Wy eyelinerowane powieki, czerwone usta i spięła grzywkę z tyłu, by było widać kolczyk w lewej brwi.
Asia: Obcisłe czarne leginsy, biała obcisła koszulka, obcasy czarne, wytuszowane rzęsy i równie czerwone usta.
Asia akurat się zaciągała długim papierosem, a Karolina swój rzuciła na ziemię i zdepła.
-Jak poszło sprzątanie boksu?- zawołała, po czym  lizała przerwe między swoimi jedynkami(zęby)
-A bardzo dobrze, ogier będzie miał jutro piękny boks-odpowiedziałam najdumniej jak umiałam.
Obie się zaśmiały, jak na nie patrzyłam pewne siebie i zadowolone, że zrobiły mi na złość, zachciało mi się śmiać i też się zaśmiałam. Myślą, że wycieły mi świnstwo i stracę podopiecznego, ha przypomniały mi o paru miejscach i jest czyściej jak było. Podjechał autobus usiadły jak zwykle na końcu, ja jak najbardziej z przodu.
_________________________________________________________________________________

Umyłam ręce i poszłam do kuchni, usiadłam przy stole i obserwowałam jak Mama nakłada nam obiad.
-Co ci tak wesoło córuś?- spytał z uśmiechem Tata.
-Jutro do stadniny przyjeżdża nowy koń, był maltretowany przez właściecieli i to ja mam sie nim zajmować
-O..to nie będzie niebezpieczny?- spytała Mama.
-Nie wiem, ale najlepsze jest to....
-Lepiej się nim nie opiekuj- powiedział Tata.
-Ale posłuchaj...
-Marika- mówi Tata.
-Ale śmieszne...
-Słyszysz co się do ciebie mówi?
-No ale zrozum to dobry koń, ale super bo...
-Marika
-Daj mi dokoń..
-Marika!
-Nie da się z wami rozmawiać rozumiecie?! Teraz w końcu jeżycie dlaczego tak rzadko rozmawiamy i prawie nic o mnie nie wiecie? Mówić nie dajecie cześć!
Odeszłam od stołu, i pobiegłam na górę. Chyba trochę przesadziłam...Na pewno słowa typu jarzycie dlaczego nie rozmawiamy" i "nic o mnie nie wiecie" musiały, boleć ale tak bardzo przykro mi było, po prostu...nie idzie się z nimi dogadać. Mi też jest przykro, że tak jest.... Wzięłam pamiętnik, opisałam całą imprezę, co wesołego było w stadninie i kłótnie z rodzicami. Zapomniałam wspomnieć, że mam prawdziwy srebrny  wisiorek. Jest to srebrne serduszko wielkości 2 kciuków, z prawdziwym szafirem wbitym na środku. Serduszko jest otwierane jest tam przyciśniętą szybką karteczka (przyciśnięta by nie wyblakła) jest na niej napisane:
"Nie zbaczaj na innych, zawsze dąż do postanowionego sobie celu. Nie poddawaj się, jeżeli wierzysz, że jesteś w stanie dotknąć gwiazd to tak jest"
Zawsze, gdy to czytam przypomina mi się, jak wspaniałymi ludźmi byli moi dziadkowie. 3 lata temu umarł mój dziadek, a miesiąc po nim babcia...Byli rodzicami mojej mamy, to dziadek uczył mnie i moją kuzynkę Kingę, córkę brata mojej mamy jeździć konno. Od 4 roku życia przyjeżdżałśmy co rok na każde wakacje, co najmniej 2 tygodnie najdłużej półtora miesiąca. Oczywiście nie same, z rodzicami. Dziadkowie mieli własne gospodarstwo. Duży dom z 4 sypialniami, salonem, kuchnią, i 2 łazienkami. Dodatkowo mieli jeszcze ogromną stodołę, w której trzymali: konia Belle( ja ją tak nazwałam), 2 kucyki Milo i Tiarę oraz osła Pomidora ( Kinga go tak nazwała) i dodatkowo, małe pole, duża łąka i spore podwórko. Owszem zaczęłam uczyc się jazdy w wieku 8 lat, ale kto powiedział, że nie dosiadałam kuca i dziadek go nie prowadził? Zawsze jak przyjeżdżałyśmy, dziadek uczył nas zaklinać konie, mi to przyszło samo z siebie, Kindze nieco gorzej. Babcia zawsze mówiła, że pewnego dnia obie będziemy startować w krosach i zawodach skokowych. Dziwnie mówiła skokowych.... Zawsze, gdy kuc był nie spokojny dziadek stał opierając sie o płot i mówił:
-Dobry jeździec, zawsze da sobie radę.
 Pomagały te słowa jak kucyk był lekko nie spokojny dawałyśmie sobie obie radę, ale gdy zaczynało szarżować tylko ja i dziadek. Nawet jak miałam 6 lat Milowi spadł kantar podczas  burzy i uciekł, ja go złapałam i uspokoiłam, dziadek powiedział, że jest wspaniałą zaklinaczką i , że pewnego dnia z tego zasłynę. Potem któregoś dnia w wieku 8 lat ( Kinga jest ode mnie miesiąc młodsza) wziełyśmy pomidora i postanowiłyśmy go osiodłać tylko on nie był na pastwisku, założyłyśmy mu ogłowię i siodło, po czym Kinga dała mi nóżkę miała jechac zaraz po mnie, ale po chwili jazdy przyłapano nas. Dostałyśmy karę od rodziców a dziadek i babcia stwierdzili, że pora na jazdę konną i to naukę a nie. Ogółem okazało się, że konie to nasz żywioł. W wieku 10 lat dostałam rower od rodziców, skarbonke od cioci i wujka, a od dziadków właśnie ten wisiorek. Po prosili mnie bym przeczytała na głos, po czym powiedzieli. konkretnie Babcia
-Każdy ma swoje słabości twoja jest to, że łatwo się dajesz przekabacic. Walcz o swoje! Pamiętaj, że liczy sie przede wszystkim twoje szczęscie.
Po czym miesiąc później Kinga dostała taki sam tylko złoty i z rubinem, ta sama waga i rozmiar ogołem różnią się tylko kolorem, u niej napisane jest:
Uwierz w siebie, nie poddawaj się idź do wyznaczonych sobie granic, a nawet poza nie, nie bój się tylko uwierz
Moja kuzynka łatwo się poddawała, wystarczyło małe nie powodzenie i już. Jeździłyśmy ogólem na Belli do 11 roku życia, potem wystąpiły problemy finansowe i sprzedali pole i Belle, później Milo zdechł ze starości, 3 miechy później Tiara. Smutno się zrobiło, ale dziadek wygrał potem w Lotto! cały 1 milion! nie prawdopodobne, a jednak! Odkupił pole, spłacił dom i chciał odkupić Belle, ale...Okazało się, że facet chciał konia za 2 tysiące by sprzedać go za pięć tysi na ubój! Rok później niestety, cierpienie, żałoba ponad półtora roku łez, najgorszy był pogrzeb, stałam w sali z trupem jednym, by miesiąc później z drugim. Nie chodzi o to, że fuj tylko oto, że.. Dlaczego?! Oboje zmarli naturalnie, nie trzeba było tych badań na zmrałych oboje chorowali na serce....
W spadku, biedny brat mamy i jego żona i moja kuzynka+ piesek dostali gospodarstwo, nie mamy o to żalu są biedni, teraz juz nie, byli, my dostaliśmy 765000 zł, tak siedemset szećdziesiąt pięć tysięcy złotych, połowe biży chustki łaszki, ale ja...dostałam coś co ma dla mnie wieksza wartosć niż pieniądze. Dziadek dał mi swój dziennik, sa tam zdjęcia, opisy, rady jego własne przeżycia, wszystkie choroby jakie przeżywały konie  którym pomagał wycinki z gazet o jego gospodarstwie i to jak pomagał szalonym koniom. Mama i Tata powiedzieli bym nie mówiła Kindze bo będzie zazdrosna, ona dostała 2 chustki.
Ściskając tak w dłoni naszyjnik i dziennik przypomniałam sobie, jak z Kingą tydzień temu przysięgłysmy sobie, że do końca życia będziemy nosić te wisiorki i oddamy godnym na łożu śmierci, obie bardzo kochałyśmy dziadków. Po tym jak upłuneło mi parę, dużo łez na te wszystkie wspomnienia i aż się w bił w rękę szafir i palce siniały od ściskania dziennika usłyszałam pukanie.
-Pro...prosz...proszę- powiedziałam załamanym głosem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz