niedziela, 13 października 2013

VI rozdział

Przeszłam przez otwartą furtkę i pobiegłam do stajni, siedział przed nią na ławce pan kierownik z noga w gipsie.
-Dzień dobry- powiedziałam.
-Cześć- odpowiedział- Gotowa?
-Powiedzmy, przyjechał już?
-Jeszcze nie, ale spokojnie pomoże ci 2 panów z sądu.W każdym razie wprowadzić...
-Jej....Wie pan jak on wygląda?
-Wiem tylko, że duży, kary, umięśniony. A co?
-Jestem ciekawa jak będzie wyglądał mój podopieczny.
-Spokojnie dasz sobie rade, 3 lata tu jeździsz i już zasłynęłaś.
-Heh, dzięki, dziś tylko ja i Aśka będziemy?
-I Lucyna później, tylko te 2 mają zajęcia z przedszkolem.
-Yhm.
-Widziałem boks nowego, świetnie ogarnięty. Szyby dokładnie umyte, o wiele jaśniej, poidło dokręcone, drzwi porządnie wyczyszczone, to..kurcze.. na jedzenie też, ściany, słoma, wszystko brawka Mika.
-Dzięki.
W tym momencie przyszła grupka przedszkolaków, pojawiła się Aśka z nikąd wzięła ich i w ciszy siedziałam na krześle, zestresowana. Nie wiem, czy jestem w stanie okiełznać takiego konia.
Nagle usłyszałam wjazd samochodu na podwórko podeszłam do ogrodzenie stojącego przy przejściu na padoki. Słychać było rżenie i kopanie w ściany. Wyostrzyłam wzrok, 2 umięśnionych mężczyzn powoli zaczeło otwierać drzwi, moim oczom ukazał się ogromny, czarny koń. Szarpali za uwiąz, a on sie wyrywał, jest ogromny, w końcu puścili i pognał w prost na mnie, przerażona stanełam w rozkroku, ręce przed siebie zaczełam szeptać Cśiiiii. Zatrzymał sie 3 kroki przede mną, szybko chwyciłam za uwiąz i delikatnie pogłaskałam go po pysku, nie ma co go wpychać do boksu on musi sie wyszaleć, najlepiej wypuszczę go na największy pusty padok. Tak też zrobiłam otwarłam przejście. i na niego spojrzałam miał tak zdeterminowane spojrzenie. odpiełam mu kantar i zdjęłam na pewno ma z nim złe wspomnienia tak samo z tą liną i ścisnęłam ją w rękach. Zaczął biegać, szaleć, kopał, przeszkody, próbował taranować płot. Robił tak 2 godziny. Rozejrzałam się nikogo nie ma, spróbuje go uspokoić raz mi się już udało...
-Już dobrze- powiedziałam podchodząc do niego- Nie bój się, nie zrobie ci krzywdy.
Wyciągnęłam do niego ręce, a on zaczął rozpaczliwie rżeć i machać głową, zabrałam ręke i znów ją podniosłam. Stanął na tylnych kopytach i zaczął wymachiwać przednimi, przewróciłam się. ten odskoczył kilka kroków w tył. Uklękłam i spuściłam głowę, powili pochylony zaczął do mnie podchodzić. Chwilę stał i mnie powąchał, wesoła pogłaskałam go po pysku, cudny, cudny, cudny koń!!
-Hej, jesteś dobrym koniem, tylko życie tak ci się dało we znaki...ale obiecuję ci ze mną będziesz już zawsze bezpieczny
Zarżał wesoło, jakby zrozumiał.
-Jesteś, tak nie przewidywalny, raz spokojny, raz mocny... troszke jak wiatr....w moim ulubionym języku brzmiałbyś Mistral- zareagował uszami do góry.-Podoba ci się to imię? Ok, podobno kiedyś miałeś na imię Huragan- z kulił uszy- Spokojnie, już...Mistralu.
-WOW -usłyszałam głos kierownika- super se radzisz Mika.
Jak zauważył kierownika Mistral uciekł.
-Jest dobrym koniem, ale widać ile krzywdy sprawili mu właściciele....
-Spokojnie widziałem jak go obłaskawiasz, jak chcesz może być twój.
-Poważnie?!
-Jak go wygramy w sądzie i twoi rodzice się zgodzą.
-Dzięki, dzięki, dzięki! Tylko ma pan jakieś inne kantary? Tego nie będzie nosił jeżeli zakładali mu go właściciele....
-Mam jakiś zielony, tylko on jest  Dragona, obecnie jest na zawodach z Kasią.
-Jak tylko wrócę do domu zrobie Mistralowi nowy tylko tak na chwilkę ten.
-No dobrze, Mistralowi?
-No..spodobało mi się to imię i on chyba będzie na to reagował.
-Czekaj zaraz dam ten kantar- powiedział kierownik i odszedł ( o kulach)
-Mistral! Mistral!
Od razu przybiegł.
-Chce byś poznał inne konie, dostaniesz tymczasowy kantar, potem zrobie ci twój własny i kilka zdjęc do sądu byś mógł być mój. Ale póki co poznasz inne konie.
Mistral ufnie mi się przyglądał, dobry koń.
-O to zieloniutki kantar- powiedział kierownik.
-Dzięki- powiedziałam i zabrałam się do zakładania go Mistralowi, zgodził się na kantar i uwiąz.- No chodź, poznasz się z innymi końmi.
Poszliśmy za halę na pastwiska, podeszło kilka koni grzecznie się obwąchali. Został przyjętey do stada, uff. Kiedy odchodziłam zauważyłam, King' a to przywódca stada, bułany anglik, koń Damiana, jedynego chłopaka w naszej stadninie, Zdenerwowana przyglądałam się dalej, nagle on i Mistral zaczęli się gryźć i kopać. No nie, walczą o dominację, przerażona stałam i przyglądałam się, zawsze mi powtarzano, : nie przerywaj walk koni! Po 10 minutach mojego stresu, silny King padł od kopniaka Mistrala, Mistral stanął obok i tupnął. Przeraziłam się czy Mistral zabił Kinga? Niebosom dzięki, nie, po chwili wstał i od truchtał od Mistrala, otoczyły go Liczi, Jaśmina, Karmela( Olgi), Minka(Oliwi), Doli (Basi), Anabella (Moniki). Jej, 15 minut na padoku w nowym miejscu i został przywódcą stada, i prawo jako pierwszy do klaczy, ile on ma lat? Może mieć źrebaki? Pobiegłam do kierownika pożegnać się i już dobiegałam do bramy, gdy  mnie zawołał.
Odwróciłam się.
-Musisz go odprowadzić do boksu! Przecież nikomu innemu nie pozwoli.
-O, rzeczywiście- pobiegłam po uwiąz, usłyszałam jak Aśka i Lucy żegnają przedszkolaki.
-Matko to było straszne!- mówi Lucy.
-Mój biedny Tancerz! Całe szczęście nie ugryzł nikogo i nie kopnął.
Pech chciał by mnie zauważyły, znaczy że Aśka bo Lucy lubię.
-Mika! Jaki jest ten koń?- zawołała Lucy.
-Duży, umięśniony, kary angloarab, jest cudowny, narwany i dziki!- powiedziałam do Lucy.
-I może powiesz, że dałaś se z nim radę? He?- wtrąciła Aśka.
-Owszem tylko mnie słucha Asiu- powiedziałam opryskliwie.
Z uwiązem udałam się na pastwisko po Mistrala, oczywiście polazła za mną i Lucy też.
-To on? Rzeczywiście, mega groźny!- powiedziałam Asia.
Nie słuchając przeszłam pod płotem.
-Mistral! Mistralu!
Podtruchtał do mnie i delikatnie zarżał.
-Choć mój piękny, pokaże ci twój boks- zapiełam mu kantar mówiąc to.
-Skąd wiesz, że twój? Pewnie będzie Karo!
-Asia, dobrze wiewsz, że ona se nie- ra- dzi.Nigdy, gdy wyjeżdżasz nie dajesz jej go pod opieke dałaś tylko raz i na tym koniec może zaprzeczysz, że sie boisz o Tancerza?
Zamknęła się, a ja zaczęłam wyprowadzać Mistrala, gdy usłyszałam kaszlnięcie. Nie, nie nie nie nie!!
Czy to..odwróciłam się, Karolina! Nie! tylko nie ona.
-Czy to mój  nowy koń? Huragan tak?- powiedziała ochryple Karo.
-Nie jest twój i źle reaguje na to imie, dręczyciele go tak nazywali- powiedziałam, a Mistral się zdenerwował.
-Nie ważne, piękny jest i potulny
-Co ty jest meeega groźny, co nie Mika?
Zaśmiały się.
-Odwalcie się, zabieram Mistrala do jego nowego boksu.
-Spoko imię, ok zgadzam się, niech tak ma- odpowiedziałam Karo.
Starając się ją ignorować otwarłam bramę i zaczełam go wyprowadzać.
-Dawaj go na chwile- odp Karo.
-Ok tylko nie płacz- i podałam jej Mistrala.
opierając się o płot  patrzyłam na karolinę.
-Choć piękny, wezme cie do boksu-po tych słowach, zaczeła go przyciagać by pogłaskać, Mistral jakby porażony szeroko otworzył oczy. Wyrwał się przewracając Karo, stanął na tylnych nogach i zaczął wymachiwać przednimi, głośno rżał i ruszył cwałem w stronę hali, co chwile robił ostre zakręty.
Lucy, Karo i Aśka patrzyły przerażone.
-Brawo zaklinaczko koni- powiedziałam do Karo, zawsze kazała się tak nazywać.
Mistrral zaczął pędzić w naszą stronę, wystawiłam ręce delikatnie przed siebie i zrobiłam spokojne spojrzenie, metr przede mna wychamował "zadem" rżąc walił przednim kopytem w ziemię.
-Już dobrze, Cśiiiii....Nie bój się jestem tu, spójrz- spojrzał na mnie przerażony, wszystkie osłupiały, a ja delikatnie przesunełam ręke do niego i zaczełam go gładzić po nosie- Obiecuję, że ona nigdy już cie nie dotknie, nie pozwole, nie bój się.
Uspokoił się i szturchnął mnie nosem w ramię domagając się pieszczot, zaśmiałam się.
-Jesteś dobrym koniem, nikt nigdy nas nie rozdziali nigdy.
Ufnie na mnie spoglądał, a ja wzięłąm uwiąz, spojrzałam na Karo.
-Prosze zrozum, nie jestes taka jak ci się wydaje, nie jesteś super fajna i zdolna, przez twoją głupotę mógł kogoś tratować- powiedziałam do niej.
-Lub siebie zrobić krzywdę, ponoć jesteś chora- staneła po mojej stronie Lucy.
Nie słuchając jak tłumaczy się Karo poszłam z Mistralem do stajni.
_________________________________________________________________________________

Wprowadziłam go do boksu, znowu był przestraszony.
-Spokojnie, teraz będziesz tu mieszkał, jak wróce do domu od razu biorę się za robienie dla ciebie kantaru i uwiązu.
Patrzył na mnie tęsknie, pocałowałam go w nos i poszłam, obejrzałam się za siebie nie stał przy drzwiczkach tylko poszedł w głąb, mam nadzieje, że się tu odnajdzie, to taki fajny koń.
Ogółem są 2 stajnie jedna duża dla koni i jedna średnia dla kuców.
Koni prywatnych jest 12 ( razem z Mistralem) 7 klaczy, 5 ogierów. Pozostałe 8 to konie pana kierownika
Z kucy to 6 prywatnych i 5 pana kierownika. 5 klaczy, 6 ogierów. Nie ma tu wałachów.
Wychodząc zobaczyłam złą, Karo i pocieszającą ją Aśkę. Pewnie dostała "po uszach".
-Porobiłem zdjęcia do sądu.- powiedział kierownik.
- Kiedy?
-Kiedy się nim zajmowałaś, uznałem, że z zaskoczenia będą naturalne.
-A ok, tylko się śpieszę więc do zobaczenia!- i odbiegłam , zaraz mi autobus ucieknie.
_________________________________________________________________________________

Po wysciu z autobusu, kupiłam sznurki ze sztucznego materiału na kantar i kolorową linę, i chaczyki na uwiąz ( i do kantaru ). Wróciłam do domu, zjadłam obiad i pobiegłam na górę, rzuciłam w kąt torbę i włączyłam laptopa, wszystko opowiem Nadii!
Przebrałam się w luźną koszulkę, dresy, zmyłam makijaż. Lapek się włączył weszłam w skype i fb.

ty: Hej <3 <3
Nadia: Elo ♥
Nadia: Co tam? ;)
ty: Spoko, a u cb? :))
Nadia: Lajty, póki co, kuje na poprawe umiem prawie wszystko, i też ucze się na kartkówkę z angola a ty co robisz???
ty: jadłam obiad i wróciłam ze stajni!
Nadia: Jest już ten koń? Jak wygląda?!
ty: wysoki, coś koło metr 83, umięśniony, kary, grzywa i ogon głęboko czarne, strasznie płochliwy, narwisty ale..................... okiełznałam go! Łasi się do mnie i oj narobil wstydu Karo!

Opowiedziałam wwzystko co sie wydarzyło w stajni z najdrobniejszymi szczegółami Nadii przez Skype.

Nadia: Wow! ♥ ♥ ♥  a będziesz mogła ok 18 jechać? do stajni?
ty: Raczej tak, a co?
Nadia: Bo pojade do Jaśminy i mam wrażenie, że tata spiskuje przeciwko nam.
ty: Co? Komu?
Nadia: Mi i Jaśminie, stara i misię zajmowac całe dnie i mówi, że nie mam na nia czasu to ją sprzedajmy, a ja na to nie e i że np w piątek po szkole mam wolne to odrazu dał mi korki z fizy! Mam wolny tylko poniedziałek, potem we wt  biologie i matme, sroda wolna czw angielski i francuzki, i piątek fiza!
ty: Lol! Powaga? To na bank jade o 18 z tb!
Nadia: Thx ;**
ty: *.* xd.


W trakcie pisania 'xd" do pokoju wszedł mój ojciec.
-Jeżeli się nie mylę to masz szlaban na laptopa chyba, że sie uczysz, a skype to nie nauka.
Przemilczałam to tata podszedł po lapka a ja różowym sercem- podusią, zakryłam telefon.
Ojciec wyszedł, a ja włączyłam skype w telefonie.

ty: sorry.. tata wszedł po lapka co chciałas jeszcze powiedzieć??
Nadia: Może poszukaj w necie osiodłania itd dla Mistrala?
ty: Nie...za wcześnie, nie jest nawet mój... ale bierz sie do nauki, za 3 godz widzimy sie w stajni ;p
Nadia: OK, paps ;**


Uśmiechnięta spojrzałam na swój naszyjnik i zasnęłam. Śniło mi się, że Mistral jest mój i jesteśmy bardzo szczęśliwi . Tak samo jak rano obudził mnie sms

"Mika, gdzie jesteś?! Weź rusz dupe bo kierowcy kończy się przerwa i nawieje ci autobus!"

Szybko się podniosłam, przebrałam uczesałam i ruszyłam biegiem na przystanek. w 3 minuty się ogarnełam i w 2 dotarłam na miejsce.
-Następnym razem proszę się nie spóźniać, mam jeszcze pare przystanków.- powiedział kierowca, przewróciłam oczami i zajełam miejsce przy Nadii, przy okazji opowiedziałam jej swój koszmar z rana o Kamilu....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz